Cóż to były za cudowne (prawie wszystkie) chwilę. Tak jak pisałem wcześniej, we wtorek 19.10 dołączyli do nas nasi gazowi wybawcy- Michał i Emilka. Mieliśmy spędzić wspólnie dzień/dwa, a wyszedł pozwie tydzień. Dlatego nic też nie pisałem, bo do późnych godzin siedzieliśmy i czasem biesiadowaliśmy, a czasem po prostu sobie rozmawialiśmy.
Pierwsze wspólne dwa dni spędziliśmy na campingu Sant’Antonio w miejscowości Vico Equense. Ciche i spokojne miejsce, zlokalizowane bardzo blisko brzegu, zaopatrzone w restauracje i mini market, a bardziej mini sklepik, nadawało się perfekcyjnie do nadrobienia kilku miesięcznej rozłąki. Jak to bywa w polskim zwyczaju, wraz z moim serdecznym kolegą usiedliśmy do smakowania bardzo dobrego wyrobu naszych rodaków, oraz innych lokalnych przysmaków.

Kolejny dzień minął nam na leczeniu bolesnego syndromu braku umiaru w spożywaniu wyrobów wysoko procentowych, czyli turbo kaca. Niestety nasze leczenie zaskutkowało jeszcze gorszym stanem naszego zdrowia w dniu kolejnym i tak skończyliśmy z piciem na tym wyjeździe. Tym bardziej, że nasze kochane partnerki z dość sporą dozą satysfakcji oglądały, jak struci zwiedzamy Neapol.
Neapol, ach Neapol. Powiem tak, na swój sposób jest to urokliwe miejsce, pełne przepięknej architektury, dobrego jedzenia i jakiegoś niepowtarzalnego klimatu. Niestety jest w nim też niesamowicie (mnie) frustrujący haos, szczególnie ten panujący na drodze. Kierowcy którzy stoją w ogromnym korku opierający się o klakson, oczekując chyba, że nagle auta przed nimi się rozstąpią niczym Morze Czerwone przed Mojżeszem, albo po prostu znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wjeżdżają w siebie nawzajem, znak stopu i ustąp pierwszeństwa uważają za zbędne wskazówki, do których stosować się nie trzeba, a wręcz nie wypada. Warto też wspomnieć, że na wyznaczonych 2 pasach ruchu mieszczą się 4 pojazdy, a skutery mijają auta z obu stron, często jadą na czerwonym świetle i pojawiają się znikąd. Dlatego możecie sobie wyobrazić, że przejazd przez miasto około 18 godziny dostarczył nam ogromnych wrażeń, tym bardziej, że ja poradziłem campera, a Michał dużych rozmiarów kombi.
Abstrahując od ruchu drogowego, deszczu i kaca, spędziliśmy na prawdę fajny dzień. Myślę, że jest to warte miejsce do zwiedzenia, chociażby żeby docenić spokój panujący na polskich drogach i nacieszyć oko niebanalną architekturą. Dla smakoszy też znajdzie się wiele powodów, żeby odwiedzić to miejsce.

Spędziliśmy trzy świetne dni z naszymi towarzyszami i to miał być koniec wspólnej podróży, jednak było nam tak dobrze, że postanowiliśmy wspólnie zwiedzić Rzym, ale o tym już w następnym poście.
